Strona główna Wydarzenia Bieszczady Koniec „turystów kocykowych”

Koniec „turystów kocykowych”

Do tego, by turyści chcieli wracać i by nie poczuli znużenia miejscem, konieczne jest zaproponowanie im zawsze czegoś nowego. Niezwykle ważnym elementem atrakcyjności oferty turystycznej jest też jej odpowiednie skomunikowanie – powiedział Antoni Kubicki, prezes zarządu spółki akcyjnej Hotel Arłamów. – Zmieniły się gusta i wymogi turystów. To już nie jest tzw. „turysta kocykowy”, który przyjeżdża, aby wypocząć na rozłożonym przez siebie kocu. Jego wymagania są bardzo duże – dodał Jerzy Pilch, wójt gminy Brenna.

Przykładem jak przemysł turystyczny może wpływać nie tylko na rozwój poszczególnych gmin, ale i na cały powiat oraz region jest Brenna, która w czasie tegorocznej majówki rozpoczęła sezon turystyczny. Najdłuższy tegoroczny weekend, przy wspaniałej pogodzie, która wyjątkowo dopisała, rozpoczął w Brennej bogaty w wydarzenia kulturalne i sportowe sezon turystyczny.

– W tym roku nasza majówka była nietypowa. Rozpoczęliśmy ją międzynarodowo, w ramach działań transgranicznych polsko-czeskich. Dzięki naszej dobrej współpracy mogliśmy dokonać otwarcia wielu inwestycji zrealizowanych w ramach projektu transgranicznego. Chcemy rozwijać na naszym terenie turystykę rowerową. Będzie temu sprzyjała otwarta w tym roku wypożyczalnia rowerów, która jest jednym z owoców transgranicznego projektu – mówił Jerzy Pilch, wójt gminy Brenna.

Jak podkreślał Pilch, w ostatnich latach bardzo zmieniły się gusta i wymogi turystów przyjeżdżających do Brennej. To już nie jest tzw. „turysta kocykowy”, który przyjeżdża, aby wypocząć na rozłożonym przez siebie kocu na łonie natury. Jego wymagania są bardzo duże.

– Ze swojej strony musimy eksponować walory, które sama przyroda nam oferuje. Stawiamy na przykład na rozwój szlaków turystycznych, które zmieniają swoje nazwy. Dzisiaj już nie wystarczy na przykład „zielony” czy „czerwony”. Dzisiaj są to na przykład „szlak zakochanych”, „szlak myśliwski”, na którym jest jedyny obiekt w stylu tyrolskim w regionie, czy dla dzieci bajkowy „szlak utopca”. Atrakcją jest na przykład jedyne w Polsce obserwatorium nietoperzy czy szereg jaskiń. Ostatnie badania wykazały, ze na terenie naszej gminy leży jedna z najdłuższych jaskiń w Europie Środkowo-Wschodniej – Jaskinia Wiślańska, która ma ponad 2075 metrów kanału świetlnego – mówił Pilch.

– Wydobywamy tego typu atrakcje, bo tego oczekuje od nas turysta. Dla nas ważną kwestią jest także zadowolenie dzieci z pobytu w Brennej czy okolicach, bo rzutuje to także na zadowolenie rodziców – dodał.

A co decyduje o atrakcyjności „produktu” turystycznego, by nie był on jedynie atrakcją jednorazową i by turyści do niego wracali? Jak mówił Antoni Kubicki, prezes zarządu spółki akcyjnej Hotel Arłamów, do tego, by 60 proc. turystów ciągle wracało i by nie poczuli znużenia tym miejscem, konieczne jest zaproponowanie im zawsze czegoś nowego.

– Obok zabawy i wypoczynku, dobrego jedzenia hotel musi swoim gościom zaproponować odkrywanie nowości. Na przykład mieliśmy świetne restauracje. Musieliśmy wydać prawie 1,5 mln złotych na ich zmianę, bo przecież przede wszystkim ludzie jedzą oczami. Powstanie u nast tor saneczkowy, Centralny Ośrodek Sportu. Natomiast w samym Arłamowie w latach 2019-21 powstanie Instytut Badawczo-Rozwojowy. Stawiamy na rehabilitację na najwyższym poziomie i na badania genetyczne. Nikt w Polsce, nawet uczelnie nie będą miały tak wyposażonego ośrodka – mówił prezes Kubicki.

Dodał, że niezwykle ważnym elementem atrakcyjności oferty turystycznej jest też jej odpowiednie skomunikowanie.

– Jadąc do Katowic po godzinie i 40 minutach piłem już kawę za bramkami na autostradzie. Dzisiaj z tego powodu atrakcyjne jest także Podkarpacie. Można dalej co prawda jeździć 6 godzin do Zakopanego, gdzie na Krupówkach ludzie niedługo będą się tratowali w tłumie, ale czy tego ludzie oczekują? Zapewniam, że z Bieszczad zrobimy miejsce bardziej atrakcyjne niż Podhale – powiedział.

Jak podkreślał Kubicki, wszystkie nowo powstające obiekty będą dla sportowców i dla każdego turysty. Dzisiaj w Polsce jest 7 Centralnych Ośrodków Sportu, do których ministerstwo rocznie dokłada 170 mln złotych na ich utrzymanie.

– Po co takie ośrodki utrzymywać? Trzeba stworzyć takie mechanizmy i tak wszystko zaplanować, aby takie obiekty przynosiły dochód i odpowiednio nim zarządzać. Za chwilę zabraknie pieniędzy w budżecie, bo pójdą na przykład na „500 plus” i wszystko upadnie. Nie jestem hotelarzem. Zostałem nim z przypadku. Przez wiele lat byłem kierownikiem zakładu przemysłowego. Zarządzanie jednak jest jedno, czy się produkuje łopatki do silników, czy produkuje zupy albo prowadzi hotel. Trzeba jednak powiedzieć, że w hotelarstwie o sukcesie decyduje w 85 procentach czynnik ludzi. W przemyśle jest odwrotnie. Dlatego też stawiamy na młodzież związaną z regionem, którą edukujemy, bo wcześniej nie miała gdzie się nauczyć profesjonalizmu. Później są najlepszymi pracownikami, którzy identyfikują się z miejscem pracy i całym regionem – mówił prezes Hotel Arłamów.

Artykuł powstał podczas sesji „Turystyka motorem rozwoju regionu”, która odbyła się na Europejskim Kongresie Gospodarczym.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here